Dlaczego wstydzimy się pójść na terapię małżeńską?

Małżeństwo z dziesięcioletnim stażem nadal nie ma dzieci. Usilnie starają się spłodzić potomka, ale żadne próby nie przynoszą skutku. Zapisują się do poradni leczenia płodności i każdego dnia przestrzegają wskazówek lekarza, uprawiają seks na zawołanie. Problem zaczyna ich przerastać, frustrować, odczuwają do siebie wzajemną niechęć, a przez myśl przechodzi im rozwód. Nie powiedzieli nikomu znajomemu o kryzysie, nadal uchodzą za idealną parę, chociaż w środku umierają z bezradności.

Wstydzą się
Terapie małżeńskie jeszcze do niedawna były kojarzone z fanaberią niestabilnych emocjonalnie celebrytów i artystów. Z luksusem niedostępnym dla przeciętnych małżonków, bo przecież każdy ma jakieś problemy to i my sobie poradzimy. Niestety, rozwodów przybywa z roku na rok, a statystyki nie podają, jak wiele par pozostaje w niesatysfakcjonujących związkach ze względu na dzieci. Jak kiedyś rozwiązywało się problemy sercowe?

Pytaliśmy o rady
Starsze, bardziej doświadczone małżeństwa. Księży albo podczas spowiedzi. Zaufanych znajomych, którzy nawet jeśli nie pomogli, to zawsze się z nami napili, i "jakoś to było". Ale teraz coraz większej ilości osób nie wystarcza stwierdzenie, że "jakoś to będzie" i wolą się rozstać, niż z kimś porozmawiać.
Takich małżeństw, jak to przedstawione na początku w Polsce są setki. Pary, o których myślimy, że są idealne, borykają się z całą gamą problemów, o których nawet nie mamy pojęcia. Wstydzą się komukolwiek je powierzyć, bo zawiodą oczekiwania rodziny, społeczeństwa, nie będą szczęśliwe.

Małżeństwo gwarantuje przecież szczęście
Kiedyś celem większości młodych ludzi było wejście w związek małżeński i spłodzenie potomków. Takie działanie gwarantowało szczęśliwe i spełnione życie. Przynajmniej według utartego schematu społecznego. Rozwody były źle widziane, dlatego powszechnie nawet zdrada była bardziej akceptowana niż rozwód. Nie do pomyślenia było zostawienie rodziny z dziećmi - uchodziło za egoizm. Takie myślenie nadal jest żywe w naszych głowach, kiedy dobro ogółu przedkładamy nad nasze własne. Koniec małżeństwa traktujemy jako osobistą porażkę, dlatego często wolimy tkwić w związku, w którym żadne z małżonków od dawna się nie realizuje, a łączy ich już jedynie papierek, który kiedyś podpisali w odpowiednim urzędzie.

Zamiast wstydu wybierzmy siebie
Czasem wybranie się na terapię małżeńską zmieni nasze życie bezpowrotnie. Może okazać się, że problemy, które wydawały się nie do przejścia, w rzeczywistości nie były warte kłótni.

Autor